czwartek, 21 stycznia 2016

Zawzięta....

Gdy czytam książki, nierzadko utożsamiam się z bohaterami, bo chce przeżywać to co oni czują, ich uczucia, myśli, a zarazem tego czego doświadczają m.in. miłości. Wiadomo, że książka nijak ma się do prawdziwego życia, ale dla kogoś wychowanego na książkach, kogoś z duszą romantyka liczy się tylko to co opisane jest w książce. Nieważne, że takie czekanie to jak czekanie na coś, co nigdy nie nadejdzie. Jednak nadzieja ma to do siebie, że jest naiwna i głupia. Tak samo ma się rzecz z sercem, przesiąkniętym różnorodnymi historiami z powieści. Bo lepiej czuć pełnię niż zadowalać się byle czym. Paradoksem jest, że każda kolejna przeczytana książka powoduje silniejsze powzięcie decyzji o przeżyciu podobnych emocji, podobnej miłości. Dlatego dziś zamierzam sobie te szczęście choćby narysować. A propos malowania to wczoraj ukończyłam kolejny obraz, jestem pewna, że nie ostatni :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz